piątek, 6 lipca 2012

Rozdział pierwszy.


  • - Musisz już iśc? - zapytał blondyn dopijając resztki zimnej już herbaty. - Jest straszna wichura, nic się nie stanie jeśli zatrzymasz się u mnie trochę dłużej – dodał po chwili patrząc jak jasne błyskawice rozświetlają ciemne niebo, w dodaktu mocny, porywisty wiatr potrząsał koronami drzew tak, jakby miał je zaraz urwac a krople deszczu nieustannie uderzały o okna i dachówkę, wydając przy tym nieprzyjemny hałas.
    - Niall, wiesz że z chęcią bym został, ale dzisiaj naprawdę się spieszę. Muszę odebrać Charlotte z lotniska. Dziwie się że udało im się w ogóle teraz bezpiecznie wylądować – westchnął. - To tylko burza, nic mi nie będzie. Nie pierwszy raz pojadę na taką pogodę samochodem - uśmiechnął się delikatnie po czym wstał z wygodnego, ciemnego fotela i podszedł do wieszaka na kurtki stojącego tuż przy wejściu by następnie zdjąć z niego szary płaszcz i zarzucić na swoje dobrze zbudowane ciało.
    - Napewno? - w odpowiedzi chłopak kiwną głową. - Przynajmniej uważaj na siebie – dodał pospiesznie, kiedy jego przyjaciel opuszczał progi domu. Louis przebiegł do samochodu i zasiadł na miejscu kierowcy. Przetarł o siebie zimne dłonie po czym włożył kluczyk do stacyjki i uruchomił pojazd.

    Droga do jego domu wcale nie była długa. Może dziesięć minut samochodem przy wielkim szczęściu, kiedy drogi były przejezdne, bez żadnych kilometrowych korków. Wtedy szatyn wybierał raczej półtorej godzinny spacer, ale nie dziś, wiedział że będzie padać, a poza tym obiecał Charlottcie, że odbierze ją kiedy tylko wyląduje.
Kiedy był już w połowie drogi wykrzywił swoje usta w grymasie. Samochody ciągnęły się w nieskończoność, nawet nie widział początku. Zgasił samochód i rozłożył się wygodnie w fotelu czekając, aż w końcu wielki sznur samochodów ruszy.
I myślał że mu się zdawało, kiedy coś białego mignęło przez ułamek sekundy przed przednią szybą. Przetarł oczy. Był zmęczony, ostatnio mało spał. Próbował pogodzić szkołę, naukę poza nią, dorywczą pracę, która pozwoliła mu jakoś przetrwać i chciał znaleźć też czas pomiędzy tym wszystkim dla Nialla, swojego najlepszego, niezastąpionego, jedynego w swoim rodzaju przyjaciela, który zawsze służył mu pomocą.
Louis od skończenia osiemnastego roku życia mieszkał sam. Wyprowadził się od rodziny, przez to, że nie akceptowali go. Nie rozumieli jego natury, a przede wszystkim nie chcieli, nie chcieli jego. Czuł się zbędny, niepotrzebny...
I wreszcie znalazł spokój, w tym mieście, czuł się w końcu dobrze, choć czasem brakowało mu jego sióstr, matki, a nawet ojca, który zawsze znajdował jakieś 'ale' i traktował syna niczym przedmiot. Nie podobało mu się, że Louis jest homoseksualny, wręcz był zdolny go pobić kiedy tylko o tym się dowiedział. Z czasem przywykł do tego, ale tamten rok był najgorszym w całym życiu szatyna. Wiedział, że jego ojciec nie chce go znać, nie chce nawet myśleć, że jego syn jest gejem, że ktokolwiek kiedykolwiek mógłby się o tym dowiedzieć, a jego rodzina w końcu mogłaby zostać wyśmiana.
Na wspomnienia o tym Louis spochmurniał jeszcze bardziej. Nie lubił powracać do przeszłości. Przecież teraz było mu dobrze, nie chciał tego psuć.
Otworzył powoli oczy i rozejrzał się po samochodzie, w którym nikogo nie było, prócz niego. Przywykł do samotności.
Deszcz wzmocnił się na tyle, że całkowicie uniemożliwiał widoczność. Louis wychylił głowę przez rozsunięte, bocznie okno. W końcu samochody zaczęły ruszać.
Chłopak ponownie zapalił auto i ruszył. Kiedy udało mu się przejechać, na drugi pas, który był mniej zatłoczony nacisnął pedał gazu, by nabrać prędkości.
I nie czekał długo. Po chwili samochód jechał zdecydowanie szybciej, jednak uderzające krople deszczu o szybę strasznie utrudniały prowadzenie. Nawet wycieraczki niewiele pomagały. Ponadto burza zagłuszała silny wiatr i radio, które akurat było włączone na jakiejś stacji, na której leciały stare, dobre rockowe piosenki.
I nagle jeden, wielki piorun rozjaśnił drogę, uderzając w drzewo rosnące tuż przy asfalcie. Nie trzeba było czekać długo by w końcu stanęło w płomieniach, a ostateczności wystające, długie i grube gałęzie spadły przed samochód jadący z naprzeciwka. Widać że kierowca próbował zapanować nad sytuacją, ale pogoda wcale mu tego nie ułatwiała. I nie udało mu się. Wjechał na jedną z płonących gałęzi przez co pojazd stracił wcześniejszy kierunek i zboczył na sąsiedni pas z wielką prędkością.
Louis wcale się tego nie spodziewał, co gorsza nie mógł nawet tego zobaczyć, przez deszcz. I po chwili poczuł lekkie szarpnięcie, wielki huk, który w pewnym momencie był niedoniesienia. Pomieszane krzyki innych ludzi, uderzenia, wiatru i wciąż szalejącej burzy.
Ale nie poczuł nic więcej. Może chwilkę później ciepło oplatające jego drżące ciało. Poczuł się tak bezpiecznie, jak nigdy wcześniej. Ale mimo wszystko bał się uchylić powieki, bał się tego co może zobaczyć.
Delikatne dłonie lekko zacisnęły się na jego torsie, a chwile później wiatr dmuchnął mu w twarz roztrzepując jego fryzurę. Ale deszcz nie docierał do niego.
Po kilku sekundach od zderzenia poczuł że staje na mokrej ziemi i wtedy odważył się otworzyć oczy. I jakże był zdziwiony, jak koło niego stał chłopak. Nie co wyższy, dobrze zbudowany o intensywnie zielonych, przenikliwych oczach otoczonych wianuszkiem, czarnych, długich rzęs, oraz dużych, malinowych, kuszących wargach i burzy loków na głowie, które zgrabnie oplatały jego smukłą twarz. Był blady, zdawało się, że był z porcelany, taki kruchy, delikatny, w dodatku, jego białe ubranie nadawało jego skórze jeszcze jaśniejszy odcień. Uśmiechnął się delikatnie, przez co wyglądał tak niewinnie, w dodatku na jego policzkach wkradły się dwa słodkie dołeczki. I Louis musiał przyznać, że nigdy w swoim życiu, nie spotkał nikogo piękniejszego i czarującego od niego.
Ale nie zdążył nawet otworzyć ust, po poczuł jak robi mu się słabo. Przetarł oczy i w tamtym momencie usłyszał coś na kształt Jeszcze się spotkamy. Głos był delikatny, nie co ochrypły, ale nie mógł go zapomnieć. I kiedy na nowo, po zaledwie kilku sekundach spojrzał w miejsce za sobą nie ujrzał niczego prócz mocno zielonej, ciemnej trawy i kontrastujących z nią kilku białych piórek, które wzięły się znikąd.
Rozejrzał się dookoła, ale nie ujrzał nikogo obok siebie, za to wzrok w bił w drogę. Ludzie dalej panikowali, jak mogli uciekali ze swoich samochodów, ale wiele z nich nie przeżyło. Jego samochód był gdzieś w środku, cały zniszczony, zgnieciony.
Nawet nie wyobrażał sobie, jakim cudem dostał się w to miejsce. Czy to przez tego chłopaka? Nie mógł być niczego pewny. I w tamtym momencie już nie czuł nic poza kroplami deszczu spływającymi po jego twarzy.

~***~ 

Miałam nadzieję, że wyjdzie dłuższy, ale miałam opisac tylko wypadek, więc co się dziwic, że wyszedł tak naprawdę króciutki. Ale Iza ma rozwijac plan, także rozdziały będą dłuższe :3 

xoxo Tina : *

10 komentarzy:

  1. ale jak Hazza go wydostał? ło matko! nie mogę doczekać się następnego, jezu, umarłam! ten rozdział miażdży, jeszcze nigdy nie spotkałam się z czymś takim *o* czekam na nn <3 much love!

    [http://heart-without-you.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń
  2. Pokochałam to od pierwszego wejrzenia. To jest takie... inne, sweet Jesus. Będę czekać na kolejny rozdział - jeżeli możecie, informujcie mnie na twitterze (@Margie_Official).
    Przydałaby wam się porządna korekta, bo walicie masę błędów gramatycznych, interpunkcyjnych i literówek :D

    Jeżeli macie ochotę, wpadnijcie na mój blog. Może pokusicie się o jakiś komentarz? :D
    www.do-you-know-what-is-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, dziękuję ^^ i jasne, będziemy informowac.
      a jezeli chodzi o błędy, to moja wina : x. Nie przeczytałam, zanim dodałam, ale juz nie miałam siły sprawdzac błędów. Następnym razem sprawdzę zanim dodam ;3

      xoxo Tina.

      Usuń
  3. łohoho .. ! zapowiada się interesujące opowiadanie ! <3 czekam na kolejny ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczę, naprawdę nie wiem co powiedzieć. To dopiero pierwszy rozdział + prolog - a jest już tak ''gorąco'' i interesująco. Brak mi słów. To wszystko jest tak genialnie opisane, co uwielbiam w opowiadaniach, żadnych błędów. Można czytać i czytać. Nie mogę się już doczekać 2 rozdziału. ;)

    shouldletyougo.blogspot.com
    no-cases.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. PART 10 NA http://heart-without-you.blogspot.com/ <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Zainteresowało mnie, pomimo tego, że nie przepadam za taką tematyką. Znaczy się lubię, ale w wersjach książkowych, jakoś blogi wolę czytać o "normalnym" świecie. Jednak to mnie zaskoczyło pozytywnie, więc możecie liczyć na kolejnego czytelnika. : )
    Również nie znalazłam żadnych błędów, a tekst jest spójny i czyta się go bardzo dobrze. Za to też wielki +!
    No i Zayn w roli upadłego anioła. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam jeżeli się reklamuje.. Zapraszam na ZIALLA : http://let-the-other-side-also-be-heard.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  8. O kurcze! Niesamowite opowiadanie - przynajmniej tak się zapowiada. Strasznie się cieszę, że tu trafiłam :) Ta tajemniczość... Super. Już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału. Brawo dziewczyny. Pozdrawiam i życzę wielu pomysłów.
    Jeżeli można prosić o informowanie o nowych rozdziałach, to byłabym bardzo wdzięczna, bo nie chciałabym zagubić waszego bloga. Mój twitter:

    @KateStylees
    http://1d-my-little-mystery-girl.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń